19 listopada 2016

Yankee Candle | Amber Moon

W poprzednim poście przyznałam się do mojej małej obsesji na punkcie wosków Yankee Candle. Zainspirowana recenzjami na innych blogach, postanowiłam stworzyć własną serię subiektywnych recenzji tych produktów. Jeżeli przeszła wam już przez głowę myśl ale to już było, są miliony takich postów w blogosferze, w dodatku wszyscy opisują te zapachy jak wielcy znawcy, a tak naprawdę nie potrafią rozróżnić nuty zapachowej sosny od nuty świerku, to w takim razie jesteście gotowi na poniższą recenzję początkującej yankee addict.

Przed wami Amber Moon - zapach z linii owocowej, który z owocami wspólny ma tylko kolor. I dobrze, bo odkąd pierwszy (i zresztą ostatni raz) kupiłam owocowy wosk od Yankee Candle, mój zapał do nich nieco osłabł i przerzuciłam się na inne kategorie zapachów. Ich Orange Splash zdecydowanie było paskudnym niewypałem.
Nie jest jeszcze chłodno, ale już nie upalnie. Jest po prostu doskonale! Przełom lata i jesieni to idealna pora na relaks i na oddanie się refleksjom. Oprawę wieczornych spotkań i rozmyślań zapewnia Yankee Candle. Specjaliści od aromaterapii w domowym wydaniu serwują z okazji końca wakacji wyjątkową delicję – niepozorny, w pełni naturalny wosk, którego wnętrze wypełnione jest wielowątkową, zapachową fabułą. Pierwsze skrzypce w tej nastrojowej historii grają: aromat rozgrzanego bursztynu, nuty paczuli i drzewa sandałowego oraz akordy kojarzące się z orzeźwiającym, wieczornym wiatrem. Całość jest konceptualna, idealnie zbilansowana, wciągająca. Amber Moon daje wytchnienie po ciężkim dniu, pobudza wyobraźnię, przypomina o niedawnych wakacjach i romantycznych chwilach spędzanych nad brzegiem morza. Kompozycja pachnie ciepło, przyjaźnie. W jej towarzystwie czujemy się bezpiecznie i komfortowo, a do tego – pozytywnie nastrajamy się na przyjście chłodniejszych dni, które już nie straszą zimnem, ale zapowiadają kolejną okazję do odbycia aromaterapeutycznej podróży w stronę bursztynowego księżyca. [źródło]
Szanuję ludzi, którzy tworzą te opisy. Naprawdę szczerze szanuję. Trzeba być albo maniakiem zapachów (nie ja), albo mieć wenę twórczą (wciąż nie ja) lub lekką rękę do pisania barwnych i działających na wyobraźnię opisów (zdecydowanie nie ja). To tak słowami wstępu.

Nie wiem, jak pachnie bursztyn - myśląc o nim mam w głowie jedynie widok nadmorskiej promenady zastawionej przez stoiska sprzedawców bursztynu, nad których głowami unosi się zapach gofrów i smażonej ryby. Nie jest to na szczęście zapach, który odkryjemy po roztopieniu wosku. Całość pachnie męskimi perfumami, do których mam olbrzymią słabość (do tego stopnia, że podbieram je swojemu narzeczonemu), herbatą z korzennymi przyprawami i kominkiem, w którym trzaska palące się drewno. Nie ma tu nic z lata - nic co przypominałoby te rzekome romantyczne wieczorne spacery nad brzegiem morza, gorący piasek pod stopami czy słoneczne dni spędzone na wylegiwaniu się w bezruchu. Mi kojarzy się on z jesienią, ciepłym pokojem wyłożonym boazerią z ciemnego drewna, która przesiąkła zapachem intensywnych perfum z nutami wspomnianego drzewa sandałowego i paczuli.

Kupiłam Amber Moon z nadzieją, że będzie typowo jesiennym zapachem. Spodziewałam się większej ilości korzennych nut, ale mimo to jestem miło zaskoczona. Zapach jest ciepły i przyjazny (cytując producenta) i pasuje idealnie na chłodne, szare i deszczowe jesienne dni. Daleko mu do rangi ulubieńca, który sprawiłby, że pobiegnę do sklepu po dużą świeczkę, ale to zdecydowanie zapach, który tej jesieni będzie królował w moim pokoju.

9 komentarzy:

  1. Jeszcze nigdy nie miałam wosków, ale powoli się przekonuję. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam, na początek są idealne, bo nie kosztują dużo i dzięki temu można testować różne zapachy.

      Usuń
  2. Musze w końcu skusić się na jakiś .

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem ciekawa zapachu! :D Pozdrawiam!

    lublins.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeszcze nie miałam żadnych wosków, ale bardzo kuszą :)

    http://abonentpozazasiegiem.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja bym nie umiała utworzyć takiego opisu ;D
    Pięć tygodni bym nad tym siedziała ;)

    Zapach wydaje się bardzo interesujący.

    OdpowiedzUsuń
  6. Uwielbiam woski z Yankee Candle :D.
    Faktycznie, ten opis jest prawie jak poezja, miło się czyta :).
    Zostawiam obserwację <3.
    P.S. Piękny design :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Mimo, że czytam tysiące pozytywnych opinii boję się kupić i świeczkę i wosk z tej firmy, że się rozczaruję, choć kuszą bardzo mocno, zwłaszcza gdy moje świeczki są na wyczerpaniu.

    >> VANILLIA96.BLOGSPOT.COM <<

    OdpowiedzUsuń
  8. Już dużo o nich słyszałam i chyba skuszę się do zakupu. Strasznie mi się podoba twoje słownictwo - bo nie jest takie banalne, tylko delikatnie wyszukane, co dodaje takiego majestatu. Też uwielbiam męskie perfumy - nie jesteś sama c:
    vatacukrowa.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń